18 sierpnia 2017

„P.S. I Like You” Kasie West


P.S. I Like You to już moje trzecie spotkanie z twórczością Kasie West i powiem Wam, że po raz kolejny jestem absolutnie oczarowana! Bo autorka nie tylko wykreowała wspaniałych, niejednoznacznych bohaterów, ale też oparła fabułę na motywie miłości do muzyki, a w zasadzie na tym, jak wiele muzyka znaczy w życiu człowieka. I że to właśnie muzyka nierzadko łączy ludzi. Dla mnie, fanki najróżniejszych dźwięków i osoby, która nie rozstaje się ze słuchawkami, to temat idealny.

Lily ma głowę pełną niedokończonych tekstów piosenek. Wystarczy, że o czymś usłyszy, i już w jej głowie tworzą się wersety do nowej historii. Do tego uczy się grać na gitarze i ma specyficzny gust muzyczny. Na tyle specyficzny, że niektórych jej ulubionych zespołów słucha raptem garstka ludzi. Kiedy więc pewnego dnia w trakcie wyjątkowo nudnej lekcji chemii Lily zapisuje na ławce jedno zdanie z ulubionej piosenki, nie spodziewa się, że ktoś na to odpowie. A jednak przy następnej lekcji odkrywa dopisany ciąg dalszy zwrotki. Jak to możliwe? Tak oto zaczyna się „ławkowa” znajomość z tajemniczym fanem muzyki niszowej. Z każdą kolejną wymianą liścików Lily jest coraz bardziej ciekawa tożsamości nadawcy.

Choć muzyka jest tutaj motorem napędowym wydarzeń i powodem, dla którego bohaterka rozpoczyna niezwykłą korespondencję z nieznajomym ze swojej szkoły, książka (podobnie jak i inne dzieła Kasie West) ma podwójne dno. Tym razem autorka podejmuje temat uprzedzeń i nieporozumień, które potrafią namieszać w życiu, a przy tym zmieniają postrzeganie pewnych spraw o sto osiemdziesiąt stopni. Po raz kolejny mamy do czynienia z typową dla powieści dla nastolatek narracją pierwszoosobową. Nie jestem fanką takiej narracji, gdyż odbiera ona czytelnikowi możliwość poznania myśli innych bohaterów, ale akurat w tego typu literaturze sprawdza się idealnie. Co zaś się tyczy kreacji postaci, ponownie West staje na wysokości zadania, kreując zabawnych i realistycznych bohaterów. 

Powieść Kasie West czyta się z zapartym tchem. W zasadzie P.S. I Like You przeczytałam w jeden wieczór. JEDEN WIECZÓR! Dawno mi się to nie przytrafiło. Przecież jestem już za stara na zarywanie nocek z powodu młodzieżowego czytadła. A jednak nim się obejrzałam, była 2 w nocy! Nie mogłam tak po prostu odłożyć tej książki na bok, nic nie miało znaczenia, a kartki przelatywały mi przez palce w zawrotnym tempie i nim się obejrzałam, skończyłam lekturę z wypiekami na twarzy. Zatem chyba nie muszę Wam mówić, że P.S. I Like You bardzo mi się spodobało? Tak bardzo, że chyba przeczytam tę książkę ponownie, bo mam wrażenie, że nie delektowałam się nią jak należy. Czy polecam? No raczej! xD

Tytuł oryginalny: P.S. I Like You 
Ilość stron: 372
Data wydania: 11.01.2017
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski
Wydawca: Feeria Young
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


12 sierpnia 2017

„Apetyt na życie” Mary Simses


Ciepła historia na lato? Mam dla Was coś specjalnego – powieść Mary Simses. W dodatku jej debiut, co mnie niesamowicie zaskoczyło. Bo widzicie, Apetyt na życie to dobra książka. Nie idealna, ale ma w sobie urok i wciąga od pierwszej strony. I na dokładkę poznajemy w niej na pozór poukładaną, lecz w głębi ducha trochę szaloną bohaterkę, której perypetie potrafią nie tylko rozbawić, ale też zmusić do przemyśleń nad własnymi wyborami. Zaciekawieni? 

Babcia Ellen Branford umiera i dziewczyna pragnie spełnić jej ostatnie życzenie – dostarczyć list osobie, która niegdyś odgrywała ważną rolę w życiu zmarłej. W tym celu młoda kobieta musi pojechać do rodzinnego miasteczka babci – malutkiej mieściny, tak bardzo innej od wiecznie pędzącego Nowego Jorku, gdzie mieszka bohaterka. Czy uda jej się spełnić ostatnią prośbę ukochanej babci? Jak ta podróż wpłynie na nią samą?

Opowieść poprowadzona została w narracji pierwszoosobowej z punktu widzenia głównej bohaterki. Szczerze mówiąc nie umiem polubić tego typu narracji, pasuje mi ona jedynie do powieści młodzieżowych. W obyczajówkach natomiast cenię możliwość poznawania myśli wszystkich bohaterów dzięki narratorowi wszechwiedzącemu. Tutaj musiałam się zadowolić tym, jak Ellen patrzy na świat i jak widzi rozgrywające się wokół niej wydarzenia. Bo w zasadzie od pierwszej chwili, gdy trafia do Beacon, dzieje się bardzo dużo. Ellen jest typem poukładanej, znającej swoją wartość kobiety, która czasami (no dobra, nawet częściej niż czasami) popełnia gafy, pakując się w kłopoty. Z tymi gafami to jesteśmy do siebie nawet podobne. Narratorka nie jest pozbawiona wad, a jednak nie sposób jej nie lubić. Może dlatego, że coś się zmienia w trakcie pobytu w miasteczku rodzinnym babci – odkrywając tajemnice z przeszłości, dziewczyna odkrywa samą siebie. I to bardzo mi się podobało. Niestety wątek romantyczny mnie nie przekonał. Minusem jest tu fakt, że czytelnik nie zna myśli bohatera męskiego, więc może bazować tylko na przemyśleniach Ellen. W ogóle mam wrażenie, że o ile kreacja Ellen udała się autorce całkiem nieźle, o tyle kreacja postaci męskiej wyszła słabo. I chyba właśnie z tego powodu nie udało mi się poczuć dreszczu emocji i typowej dla tego rodzaju książek romantycznej nuty. Co nie zmienia faktu, że powieść Simses czytało mi się bardzo dobrze.

Powiem tak – lubię książki o odkrywaniu tajemnic z przeszłości, o dokonywaniu wyborów i naprawianiu błędów. Jest coś magicznego w opowieściach o rodzinnych więzach, czyż nie? Apetyt na życie ma w sobie właśnie tę magię – to ciepła, urokliwa i wciągająca historia. Może trochę zbyt przewidywalna, niemniej nadaje się idealnie na leniwy wieczór. I choć nie wszystko do mnie przemawiało, jestem zadowolona z finału powieści i rozwiązania wszystkich tajemnic. Jeśli więc w przyszłości w moje ręce trafią kolejne dzieła autorki, na pewno je przeczytam. Apetyt na życie polecam tym, którzy lubią ciepłe, lekkie, a jednocześnie bogate w życiowe mądrości historie, po których sami zadajemy sobie pytanie o nasze powołanie i nasze miejsce na świecie. Polecam – szczególnie na lato! 

Tytuł oryginalny: The Irresistible Blueberry Bakshop & Cafe
Ilość stron: 384
Data wydania: 23.06.2016
Tłumaczenie: Hanna Pasierska
Wydawca: Prószyński i Ska
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


08 sierpnia 2017

Książki, które kupiłam z okazji nowo odkrytej polskiej księgarni w UK :)

Tak, znalazłam polską księgarnię w Wielkiej Brytanii. A dokładniej w Londynie. Fakt ten musiałam jakoś uczcić, więc kupiłam kilka książek. Dzisiaj przesyłka do mnie dotarła i wiecie co? Jestem zachwycona! Otwierając paczkę z nowiutkimi, pachnącymi książkami, miałam wrażenie, jakby były święta Bożego Narodzenia xD Co się znalazło na liście zakupów?


Nie ma tego złego od Kristan Higgins pokochałam całym sercem (recenzja TUTAJ), podobnie jak Małą księgarnię samotnych serc od Annie Darling (recenzja TUTAJ), zatem oba te tytuły musiałam mieć w wersji papierowej. Zdradzę Wam, że Mała księgarnia jest naprawdę pięknie wydana! Nie mogę się napatrzeć <3
Twórczość Cecelii Ahern uwielbiam, zatem zakup jej najnowszej powieści Lirogon był kwestią czasu. Do tego do paczki trafiła polecana przez wszystkich Moja Lady Jane napisana przez trzy amerykańskie autorki, z których dwie dobrze znam i lubię. No i na koniec Uciekająca narzeczona, czyli tytuł, który poleciła mi Sol z Books Hunter (w sumie dwie pierwsze książki także mi poleciła i były to strzały w dziesiątkę, o!). Mam nadzieję, że moje pierwsze spotkanie z twórczością Denise Hunter będzie udane. Na czytniku mam więcej jej powieści, więc na pewno je także przeczytam :)

Znacie którąś z zakupionych przeze mnie książek? Jeśli nie, osobiście polecam powieści od Higgins i Darling, a na temat kolejnych tytułów wypowiem się już niedługo :) Stay tuned :D

02 sierpnia 2017

„Chłopak na zastępstwo” Kasie West


Znacie to powiedzenie „Kłamstwo ma krótkie nogi”? Rodzice powtarzali mi je od dziecka. A jednak nie każdy o tym wie i nie każdy pamięta. Nastoletnia Gia, niekwestionowana ulubienica i najpopularniejsza uczennica szkoły, nie myśli o konsekwencjach małego kłamstewka, gdy postanawia oszukać przyjaciółki w imię „większego” dobra. Bo jej ukochany, wymarzony i doskonały Bradley, właśnie ją rzucił. I to na chwilę przed balem maturalnym! Dziewczyna postanawia więc przedstawić zastępczego Bradleya, by przyjaciółki w końcu uwierzyły, że Gia ma chłopaka. I nic jej nie powstrzyma przed realizacją tego planu.

Ta książka jest po prostu kapitalna! Choć bardzo spodobała mi się powieść Blisko ciebie od Kasie West, dopiero po Chłopaku na zastępstwo pokochałam jej twórczość całym sercem. Nie zdziwię się, jeśli to najlepsza powieść w dorobku autorki. Bo jest naprawdę świetna. Pełna dobrego humoru, zabawnych sytuacji i cudownych bohaterów. I choć to opowieść o nastoletniej miłości, ot zwykła młodzieżówka, osobiście uważam ją za naprawdę godną polecenia dla wszystkich, bez względu na wiek. 

Kasie przede wszystkim kreuje świetnych bohaterów. Choć są to postaci młode, popełniające nierzadko najprostsze błędy, jest w nich coś takiego, co podoba się czytelnikowi od razu. Bo jak tu nie polubić Gii, nawet gdy straszna z niej kłamczucha! Każdy z bohaterów niesie ze sobą swój własny bagaż, który odkrywamy podczas lektury i dzięki któremu łatwiej nam zrozumieć ich zachowania. W zasadzie pod płaszczykiem lekkiego czytadła dla nastolatek, autorka stara się pokazać problemy, z jakim ludzie borykają się na co dzień. Choć wydźwięk jest lekki i przyjemny, nie można nie zauważyć życiowej mądrości, jaka płynie z każdej jej powieści. A wszystko napisane jest w cudownym, niesamowicie lekkim stylu, dzięki któremu książkę czyta się w zatrważającym tempie. W Chłopaku na zastępstwo otrzymujemy także kapitalny humor i szczyptę młodzieńczego, pasjonującego romansu. Czytając powieść West aż chce się być znowu nastolatką! Zatem czy polecam? BARDZO! To w tym momencie moja ulubiona powieść spod pióra Kasie West ;) 

Tytuł oryginalny: The Fill-in Boyfriend
Ilość stron: 400
Data wydania: 6.07.2016
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski
Wydawca: Feeria Young
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

27 lipca 2017

„Nie ma tego złego” Kristan Higgins


Znacie to powiedzenie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”? Nie lubię go. Często to słyszę – jako pocieszenie, obietnica, że będzie lepiej, albo potwierdzenie, że ktoś kiedyś miał rację, gdy ja miałam gorszy okres w życiu. Ale kiedy myślę o powieści Kristan Higgins Nie ma tego złego, pierwszy raz naprawdę uważam, że te słowa mogą nieść z sobą prawdę. Przekonała się o tym główna bohaterka powieści, Faith Holland. 

Bo widzicie, Faith bardzo kochała Jeremy’ego. I miała go poślubić. Ale jej idealny narzeczony w dniu ślubu oznajmił, że jest gejem. I zostawił ją przed ołtarzem na oczach połowy miasteczka. Młoda dziewczyna wyjeżdża więc na drugi koniec kraju, by zapomnieć i poskładać swoje życie na nowo. Ale po trzech latach wraca w rodzinne strony i musi stawić czoła nie tylko swoim bliskim, byłemu narzeczonemu, znienawidzonemu koledze ze szkoły, który zniszczył jej szczęście, ale także własnym uczuciom i wyrzutom sumienia, które dręczą ją od wielu lat. 

Najmocniejszą stroną powieści Kristan Higgins przede wszystkim jest humor. Zarówno wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści, jak i część dialogów pomiędzy bohaterami są niesamowicie zabawne i wywołują uśmiech na twarzy odbiorcy. Wielokrotnie śmiałam się w głos, ukradkiem ocierając łzy w kącikach oczu. Łzy rozbawienia, bo Higgins stworzyła kapitalnych bohaterów, zwłaszcza Faith, której perypetie bawią i wzruszają odbiorcę. To ciekawa, nieco złożona postać, o której można mieć nieco mylne pojęcie, gdy patrzymy na nią oczami innych bohaterów. Powieść wyróżnia się także ciekawą narracją – prolog opowiedziany został w punktu widzenia kogoś, kto zwraca się do czytelnika, jakby był jednym z bohaterów powieści, obserwatorem ukrytym pomiędzy postaciami. Później rozdziały przedstawione zostają w narracji trzecioosobowej, choć nie brakuje momentów, w których wręcz słyszymy myśli bohaterów (i tu po raz kolejny podkreślam, że najczęściej były to momenty, w których znowu płakałam ze śmiechu). Nie ma tego złego to przede wszystkim wspaniała historia, która aż się prosi, by ją przenieść na duży ekran. Powiem więcej – powieść Kristan Higgins to idealny przykład dobrze napisanej komedii romantycznej, która spodoba się prawdopodobnie każdej czytelniczce. 

Nie ma tego złego jest książką niesamowicie zabawną, taką pełną dobrego humoru, odrobinkę pikantną, rozbudzającą wyobraźnię, a przede wszystkim niosącą nadzieję, że nigdy nie jest za późno na drugą szansę i na to, by odnaleźć miłość. Charakterni bohaterowie (jak nie pokochać tej zgrai Hollandów!), tajemnica z przeszłości i romans, który na pierwszy rzut oka nie miał prawa w ogóle się narodzić to silne atuty powieści Kristan Higgins. Powieści, którą – co tu ukrywać – czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem już od pierwszego zdania. Minusem jest jedynie polska okładka – podebrana z jednej z kolejnych części zagranicznego wydania tej pięciotomowej serii niestety nie pasuje do historii Faith. Ale kto by się przejmował okładką? Nie przedłużając więc BARDZO POLECAM – w towarzystwie Faith i jej rodziny dobra zabawa gwarantowana!

Tytuł oryginalny: The Best Man
Seria: Blue Heron #1
Ilość stron: 488
Data wydania: 18.03.2014
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


21 lipca 2017

„Jedyne wspomnienie Flory Banks” Emily Barr


Jedyne wspomnienie Flory Banks to powieść, po którą sięgnęłam z polecenia. W zasadzie polecenie było tak sugestywne, że od razu kilkoma kliknięciami zamówiłam książkę w księgarni internetowej. Dzieło Emily Barr wyszło spod skrzydeł Bukowego Lasu w ramach serii Myślnik, do której mam duże zaufanie. I wiecie co? Choć początkowo ciężko mi było zaprzyjaźnić się z Florą, w końcu stało się – książka nie tylko mnie wciągnęła, ale i wywołała wiele emocji. Ba! Skończyłam lekturę ze łzami w oczach!

Flora cierpi na amnezję następczą, czyli nie pamięta, co robiła i mówiła ledwie kilka godzin wcześniej. Aby móc odnaleźć się w rzeczywistości, prowadzi notatnik, w którym wszystko zapisuje, a także utrwala długopisem najważniejsze informacje na rękach. Flora ma najlepszą przyjaciółkę, Paige, która pomaga jej poradzić sobie w sytuacjach stresujących i wtedy, gdy nagle zapomni, gdzie jest i co robi. Ale pewnego dnia Flora całuje się z chłopakiem przyjaciółki i wszystko w jej z pozoru poukładanym życiu się zmienia. Przede wszystkim dlatego, że dziewczyna pamięta pocałunek. Czy to oznacza, że Flora zaczyna zdrowieć? Że pocałunek wymarzonego chłopaka ją wyleczył? Flora zrobi wszystko, by się tego dowiedzieć, nawet gdyby miała wyjechać na drugi koniec świata w pogoni za ukochanym.

Dlaczego tak ciężko było mi zaprzyjaźnić się z Florą? Bo na początku strasznie mnie irytowała. Opowieść została przedstawiona z jej punktu widzenia, miałam więc wgląd we wszystkie luki w pamięci i dziwactwa, z jakimi bohaterka żyła. Jako siedemnastolatka mentalnie pozostawała dzieckiem, którym była, gdy zaczęła cierpieć na amnezję. I choć wiedziałam, że to nie jest jej wina, że ciągłe powtarzanie pewnych oczywistości jest częścią życia osoby dotkniętej amnezją, mnie to momentami okropnie męczyło. Jednak do czasu, bo w pewnym momencie zrozumiałam, jak dużo pracy autorka włożyła w to, by wykreować wiarygodny obraz chorej dziewczyny. Flora stała się w moich oczach realna, prawdziwa. I z czasem ją nawet polubiłam. By zaraz później współczuć jej, a także dopingować ze wszystkich sił. Myślę, że kreacja Flory Banks to ogromny atut tej książki. Bohaterka wywołuje w odbiorcy skrajnie różne odczucia i właśnie to jest największą wartością powieści. Tym większe wrażenie wywołuje fakt, że Jedyne wspomnienie Flory Banks to debiut Emily Barr na scenie młodzieżowej. Do tego dochodzi tajemnica przeszłości dziewczyny, a także wątek romantyczny, który – choć opowiadany z punktu widzenia nastolatki jest przesłodzony ponad wszelką miarę – staje się motorem napędowym wszystkich wydarzeń. 

W zasadzie książkę czyta się jednym tchem, bo im bliżej punktu kulminacyjnego, tym czytelnik robi się bardziej niespokojny, a kolejne tajemnice z życia Flory wychodzą na jaw. Jednak dopiero zakończenie pozwala wszystkim częściom układanki wskoczyć na swoje miejsce i ukazuje prawdziwy obraz życia dziewczyny, pozostawiając odbiorcę w osłupieniu. Dzięki dobremu warsztatowi Emily Barr i jej lekkiemu stylowi, lekturę czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem, mimo iż nie jest to powieść ani wymagająca, ani trudna w odbiorze. Zmusza natomiast do refleksji i niesie z sobą ważne przesłanie, o którym nie mogę nie wspomnieć – aby zawsze być sobą. Aby się nie poddawać. Aby wierzyć, że wszystko jest możliwe. Bo jest! I Flora nam to udowadnia. Dlatego, mimo mojej początkowej niechęci wobec bohaterki, szczerze polecam Wam opowieść o Florze Banks. Jestem pewna, że podobnie jak ja, będziecie tą lekturą usatysfakcjonowani. 

Tytuł oryginalny: The one memory of Flora Banks
Ilość stron: 338
Data wydania: 26.04.2017
Tłumaczenie: Ewa Pater-Podgórna
Wydawca: Bukowy Las
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

17 lipca 2017

„Mała księgarnia samotnych serc” Annie Darling


Są takie książki, na które jesteśmy skazani. Takie, w których pisane jest nam się zakochać. Kiedy zobaczyłam na blogu Sol z Books Hunter recenzję Małej księgarni samotnych serc, wiedziałam, że to jest TA książka. I wiecie co? Miałam rację! Bo opowieść o Posy Morland mnie absolutnie, totalnie i definitywnie oczarowała!

Posy Morland to wielbicielka romansów historycznych i typowy mól książkowy. Ma w miarę ustabilizowane życie, nieletniego brata pod opieką i spełnia się jako sprzedawca książek. Kiedy właścicielka podupadłej księgarni umiera i przepisuje cały interes właśnie na Posy, dziewczyna nie wie, co z tym zrobić. Bo jak ratować firmę na skraju bankructwa, gdy nie ma się pojęcia o zarządzaniu, a nieznośny wnuk zmarłej właścicielki wciąż wtrąca się w jej życie, nie szczędząc kąśliwych uwag? Czy bohaterka udźwignie nowe zadanie i uratuje ukochaną księgarnię?

Przyznam szczerze, że podczas lektury Małej księgarni samotnych serc chichotałam jak podlotek. Serio! W pewnym momencie stwierdziłam nawet, że nie będę czytała tej książki podczas podróży komunikacją miejską, gdyż cały czas głupio się do siebie uśmiecham. Bo powieść Annie Darling jest po prostu urocza, zabawna, wciągająca i absolutnie obezwładniająca. Autorka ma wspaniały, lekki styl i talent do tworzenia postaci żywych i barwnych, które pokochałam od razu. Z Posy chętnie wybrałabym się do pubu, ewentualnie mogłybyśmy wypić butelkę wina leżąc w piżamach na starej kanapie. Odnalazłam w tej bohaterce wiele z siebie samej i chyba dlatego tak bardzo wciągnęłam się w jej historię. Poza tym dużą przyjemność sprawiło mi czytanie książki, której akcja rozgrywa się w Anglii. Rozumiałam żarciki bohaterów i znałam nazwy przekąsek, które uwielbia Posy (niby nic wielkiego, a jednak świadomość, czym są hobnobsy, była dla mnie niczym wygrana na loterii). Przede wszystkim jednak najbardziej ujął mnie klimat tej historii. Jest baśniowy, magiczny, ale nie ma w nim tej sztuczności, którą często można odnaleźć w powieściach romantycznych. Tu wszystko jest naturalne.

Mała księgarnia samotnych serc to książka, którą pokochałam całym sercem. I do której będę wracała wielokrotnie, z niecierpliwością oczekując kontynuacji (bo to pierwsza część serii, w kolejnej poznamy losy drugoplanowej postaci). Lektura ma lekki wydźwięk, jest niezobowiązująca i bardzo kobieca, a przy tym niesamowicie wciąga już od pierwszej strony. I ma na swoim pokładzie charakterną, przezabawną bohaterkę, którą uwielbiam. I bohatera odpowiedzialnego za szybsze bicie serca. Mogę więc z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że powieść Annie Darling doskonale rozbudza wyobraźnię i poprawia humor, a przy tym stanowi miłą odskocznię od szarej codzienności i jest idealną lekturą na każdą porę roku. Podobało mi się w niej dosłownie wszystko, zatem nie przedłużając: POLECAM! 


Tytuł oryginalny: The Little Bookshop Of Lonely Hearts
Seria: The Little Bookshop Of Lonely Hearts #1
Ilość stron: 400
Data wydania: maj 2017
Tłumaczenie: Agnieszka Patrycja Wyszogrodzka-Gaik
Wydawca: Czarna Owca
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:



PS Przy okazji bardzo dziękuję Sol za polecenie mi kilku wspaniałych lektur, także tej. Każdy jej wybór to strzał w dziesiątkę. Za dobrze mnie znasz! :*

12 lipca 2017

„Blisko ciebie” Kasie West


O Kasie West słyszy się ostatnio dosyć sporo. Sama przeczytałam o autorce wiele pochlebnych opinii na blogach i portalach literackich, długo jednak omijałam jej książki ze względu na tematykę, jaką podejmuje, a także na grupę docelową, do której wiekowo się już nie wpisuję. Kiedy jednak po raz kolejny natrafiłam na bardzo pochlebne słowa dotyczące jednego z jej dzieł, nie wytrzymałam. Blisko ciebie to siódma książka w dorobku amerykańskiej autorki i jednocześnie moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. I wiecie co? Dawno nie połknęłam książki tak szybko i z taką przyjemnością!

Główna bohaterka, Autumn, przypadkowo zostaje zamknięta na długi weekend w miejskiej bibliotece. Na domiar złego okazuje się, że razem z nią w budynku znajduje się jeszcze jeden uczeń jej szkoły – małomówny i stroniący od ludzi Dax, o którym krążą przeróżne plotki. Oboje są wobec siebie nieufni, jednak z każdą kolejną spędzoną godziną poznają się i – o dziwo – zaprzyjaźniają. Co się jednak wydarzy, gdy wydostaną się z biblioteki? Czy to wydarzenie wpłynie na ich dalsze życie, czy szybko o sobie zapomną?

Pochłonęłam tę lekturę w 24 godziny (z przerwami na sen i pracę)! Dawno już żadna powieść nie przykuła mojej uwagi tak bardzo. Przy Blisko ciebie po prostu straciłam kontakt z rzeczywistością. Sama do końca nie wiem, w którym momencie przepadłam. Bo patrząc obiektywnie, nowa powieść West jest trochę przesłodzona, niektóre wydarzenia naciągane, zaś zachowanie kilku bohaterów irytujące. Sam pomysł na fabułę także nie wydaje się specjalnie oryginalny. A jednak mimo uchwycenia tych minusów, odczuwam ogromną satysfakcję z lektury! Bo było magicznie, romantycznie, zabawnie i odprężająco. Bo historia Autumn i Daxa sprawiła, że zatęskniłam (serio!) za tymi czasami, gdy sama byłam nastolatką. Wyjątkowo lekkie pióro autorki, świetny humor zawarty w dialogach i narracja pierwszoosobowa sprawiają, że Blisko ciebie czyta się szybko, a dzięki dobrej kreacji głównych bohaterów, których nie sposób nie pokochać, odbiorca zatraca kontakt z rzeczywistością, zatapiając się w lekturze już od pierwszych stron. Na plus poczytuję także fakt, iż powieść nie mówi tylko o romansie nastolatków, ale także o poszukiwaniu prawdy o sobie samym, o sile przyjaźni oraz odwadze, by stawić czoło swoim lękom. Co prawda nie do końca przypadła mi do gustu kreacja przyjaciół Autumn oraz tego, jak zachowali się pod koniec historii (coś mi tu ewidentnie zgrzytało), niemniej mimo pewnych niedociągnięć i potraktowania zakończenia odrobię po macoszemu, Blisko ciebie wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie. Ba! Jak na książkę dla młodzieży, jestem nią wręcz oczarowana (jak to możliwe?!) i nie ukrywam, że w niedalekiej przyszłości sięgnę także po inne tytuły od Kasie West. Bo – podkreślam – było romantycznie i odprężająco, a tego właśnie oczekuję od lektur na lato. Tak, Blisko ciebie zdecydowanie Wam POLECAM!

Tytuł oryginalny: Be Your Side
Ilość stron: 392
Data wydania: 5 lipca 2017
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski
Wydawca: Feeria Young
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena: 


07 lipca 2017

Nowości i zapowiedzi wakacyjne, czyli co bym chciała przeczytać!

Na pewno wielu z Was wakacje uważa za sezon ogórkowy. Wszyscy myślą o urlopach, wyjazdach, leniuchowaniu, w zasadzie wszędzie zastój, także w świecie książkowym. Przejrzałam jednak kilka portali z zapowiedziami lipcowymi i sierpniowymi, i wiecie co? Jednak jest kilka ciekawych książek, na które warto czekać w ten urlopowy czas. Poniżej małe zestawienie z wybranymi tytułami :)

5 lipca 2017
Blisko ciebie
Kasie West
Feeria Young

Autumn spotyka nieprzyjemna sytuacja: przez przypadek zostaje zamknięta w szkole na cały weekend. Gdy wydaje jej się, że gorzej już być nie może, okazuje się, że ma towarzysza. Dax to gość, o którym niewiele wiadomo, poza tym że nie cieszy się dobrą opinią: ciągnie się za nim wspomnienie bójki i poprawczaka. Autumn cały czas ma nadzieję, że Jeff, jej prawie-chłopak, odgadnie, co się jej przydarzyło, i zaraz po nią wróci. Ale Jeff nie przychodzi. Nikt jej nie szuka.

Wygląda więc na to, że Autumn spędzi następne dni, jedząc przekąski z automatu i gadając z gościem, który ewidentnie nie ma na to ochoty. Na początku rozmowa się nie klei, ale gdy Autumn i Dax stopniowo otwierają się przed sobą, dziewczyna widzi, że coś między nimi iskrzy… i zaskakuje. Ale czy poza szkolną biblioteką ich uczucia mają szansę na przetrwania? Czy każde pójdzie swoją starą drogą, czy może… wyruszą wspólną ścieżką?

5 lipca 2017
Replika 
Lauren Oliver
Moondrive

Gemma ma kompleksy. Od zawsze była chorowita i dużo czasu spędzała w szpitalach – nosi po nich pamiątkę w postaci blizny w okolicy serca. W szkole koleżanki jej dokuczają, chłopaki z klasy nie interesują się nią i nie ma przyjaciół. Rodzice chcąc wynagrodzić córce trudne dzieciństwo, trzymają ją pod kloszem, ale to nie wpływa dobrze na Gemmę. Gdy pojawia się okazja wyjazdu na wycieczkę na Florydę, dziewczyna postanawia wyrwać się ze swojej miejscowości i na chwilę zapomnieć o swoich troskach. Niestety, w ostatniej chwili rodzice zakazują jej wyjazdu. Gemma podsłuchuje ich rozmowę i dowiaduje się, że ma to związek z tajemniczą kliniką w Heaven, znajdującą się na wyspie niedaleko miejsca, gdzie miała jechać. Postanawia więc uciec z domu i sprawdzić, co tak naprawdę tam się stało. Jakie tajemnice odkryje? I co łączy ją z Lirą, dziewczyną, którą spotka na swojej drodze?

Dwie dziewczyny, dwie historie, jedna zapierająca dech w piersiach powieść. Poznaj losy Gemmy i Liry w niezwykłej formie. W każdym momencie możesz odwrócić książkę i spojrzeć na wydarzenia oczami drugiej bohaterki.

13 lipca 2017
Czekam na ciebie
Lisa Scottoline
Prószyński i S-ka

Najbardziej na świecie pragnęła zostać matką. A teraz boi się, że ojcem jej wymarzonego dziecka jest seryjny morderca.

Christine Nilsson i jej mąż Marcus nie mogą mieć dzieci. Spośród różnych możliwości decydują się na bank spermy. 

Gdy Christine zachodzi w wymarzoną ciążę, pewnego dnia w wiadomościach rozpoznaje dawcę, którego pamięta ze zdjęć. Niejaki Zachary Jeffcoat został oskarżony o zabójstwo trzech pielęgniarek.

Kobieta musi wiedzieć, czy biologiczny ojciec jej dziecka był zdolny do morderstwa. Czy jest nim Zachary? Mimo sprzeciwu męża Christine podejmuje własne śledztwo, mające na celu oczyszczenie Zachary’ego z zarzutów. Albo przekonanie się o jego winie. Będzie musiała stawić czoło swoim największym lękom i narazi na szwank własne małżeństwo. Ale dopnie swego – pozna prawdę. 

19 lipca 2017
Moja Lady Jane
Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton
SQN

Prześmieszna, fantastyczna, romantyczna i (niezupełnie) prawdziwa historia Lady Jane Grey. Książka Moja Lady Jane autorstwa Cynthii Hand, Brodi Ashton i Jodi Meadows to jedyna w swoim rodzaju opowieść fantasy osadzona w tradycji ustanowionej przez Narzeczoną dla księcia Williama Goldmana, której bohaterami są król niespecjalnie garnący się do królowania, jeszcze mniej garnąca się królowa i szlachetny rumak, a która nie grzeszy przesadnie nabożnym szacunkiem dla źródeł historycznych. Bo czasem nawet historii trzeba nieco pomóc.

Szesnastoletnia Lady Jane Grey, mająca niebawem wyjść za zupełnie obcego mężczyznę, wplątuje się w konspirację, celem której jest obalenie jej kuzyna, króla Edwarda. Ale Jane nie zawraca sobie głowy takimi błahostkami, skoro ma niebawem zostać królową Anglii.

26 lipca 2017
Kobieta z Isla Negra
María Fasce
Sonia Draga

Oparta na faktach, przesycona zmysłowością i pełna napięcia powieść o chilijskim poecie, laureacie Nagrody Nobla, Pablo Nerudzie.

Początek lat pięćdziesiątych XX wieku. Elisa i jej matka Raquel opuszczają skromne domostwo w chilijskim Temuco i przybywają na Isla Negra. Pod swój dach przyjmuje je Pablo Neruda. Wielki, pełen najróżniejszych przywiezionych z podróży przedmiotów dom poety przypomina Elisie morską jaskinię. Podczas gdy Raquel pracuje w milczeniu jako służąca poety, Elisa przygląda się jego codziennemu życiu, odkrywa niewierności, czyta zapiski. Po pewnym czasie na Isla Negra pojawia się małżonka Nerudy, argentyńska malarka i arystokratka Delia del Carril.

Obserwując relację pomiędzy domownikami i ich gośćmi, Elisa odkrywa tajemnice miłości i pożądania, a także różne oblicza kobiecości: niezwykły urok i klasę Delii i jej przyjaciółki Victorii Ocampo, zmysłowość Matilde, kochanki Nerudy, przezroczystość pochłoniętej obowiązkami, żyjącej przeszłością matki Elisy.

2 sierpnia 2017
We wspólnym rytmie
Jojo Moyes
Między Słowami

Świat Natashy rozsypał się wraz z odejściem męża. Gniew i zraniona duma popchnęły ją do zrobienia rzeczy, których potem żałowała. Gdy człowiek traci kogoś bliskiego, nie zawsze zachowuje się rozsądnie. Natasha zamknęła się w swojej samotności, postawiła na niezależność i karierę. Kiedy decyduje się pomóc spotkanej w podejrzanych okolicznościach Sarze, nie przypuszcza, że ta „dziewczynka znikąd” odkryje przed nią życie na nowo.

Co się stanie, gdy Natasha zaryzykuje wszystko dla dziewczynki, której nawet nie zna i nie rozumie? Czego można się nauczyć od osoby, która kocha bardziej konie niż ludzi?

We wspólnym rytmie to opowieść o kobiecie, która nie dopuszcza do siebie myśli, że mogłaby znów być kochana, i o dziewczynie, która jest gotowa kłamać i kraść dla kogoś, kogo kocha.

Miłość istnieje w tym, co się robi, w małych i dużych gestach. To, że się o niej nie mówi, nie oznacza, że jej nie ma.

2 sierpnia 2017
Księga cmentarna
Neil Gaiman
MAG

Kiedy małemu dziecku udaje się uciec przed mordercą zamierzającym zabić całą rodzinę, kto mógłby przypuszczać, że schronienia udzieli mu miejscowy cmentarz? Wychowany przez zamieszkujące go duchy, zjawy i widma, Nik musi uczyć się życia od umarłych. Ale wciąż grozi mu niebezpieczeństwo, bo morderca nie ustaje w wysiłkach, żeby dokończyć swoje zadanie...

16 sierpnia 2017
Milion odsłon Tash
Kathryn Ormsbee
Moondrive

Natasha, zwana Tash, to prawdziwa fangirl. Uwielbia czytać, a jej ukochany pisarz to Lew Tołstoj. Jej pokój wypełniają cytaty z jego książek i plakaty.

Jest też vlogerką. Na jednym ze swoich kanałów na podstawie „Anny Kareniny” Tołstoja tworzy wraz z paczką przyjaciół serial internetowy „Nieszczęśliwe rodziny”.

Pewnego dnia Tash nie może uwierzyć własnym oczom: liczba subskrybentów jej kanału na YouTubie rośnie w błyskawicznym tempie. I zaczyna się: GIF-y, fanarty, szaleństwo na Twitterze, ciągły przyrost followersów… Pisze do niej nawet Thom Causer, jeden z najseksowniejszych youtuberów, prosząc o numer telefonu, bo chce ją lepiej poznać. Nominacja do najważniejszej nagrody vlogerów staje się dla niej ukoronowaniem ciężkiej pracy.

Jednak wraz z rosnącą liczbą odsłon swojego kanału dziewczyna poznaje też samą siebie. Czy znajdzie odwagę na miłość w realu? Czy razem z przyjaciółmi udźwignie ciężar sławy?

17 sierpnia 2017
W imię miłości
Louise Lee
Czarna Owca

Wskakuj na pokład W imię miłości! Louise Lee namiętnie podąża drogą Ostatniej prowokacji. Ostrzeżenie: może uruchamiać niemałe pokłady śmiechu.

Na emeryturze, teoretycznie rzecz biorąc, Florence Love ma już dawno za sobą lata świetności w branży londyńskiego świata detektywistycznego, tymczasem jej ostatnia akcja jest bardzo osobista.

Pewna sprawa jest wciąż niewyjaśniona, a Florence nie może sobie pozwolić na dekoncentrację. Nawet z powodu pewnego przystojnego Włocha i jego mafijnych kumpli…


* * *

No i jak, znaleźliście coś dla siebie? Bo ja na pewno rzucę okiem na Moją Lady Jane (opis jest niesamowicie intrygujący!) oraz na nową powieść Jojo Moyes :) A tymczasem mogę zapowiedzieć, że na moim blogu już niedługo pojawią się opinie o Żonach i córkach od Elizabeth Gaskell, Królestwie kanciarzy od Leigh Bardugo i Jedynym wspomnieniu Flory Banks od Emily Barr (właśnie czytam). Tyle tylko, że najpierw muszę te teksty napisać xD Stay tuned ^^

01 lipca 2017

„Magia olewania” Sarah Knight


Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, jak podejść do Magii olewania. Z jednej strony Sarah Knight wydaje się bardzo poważnie podchodzić do swojego poradnika, dzięki któremu chce pokazać nam, że olewając pewne sprawy możemy być szczęśliwsi. Mówi o porządkowaniu swojej przestrzeni w umyśle, poukładaniu priorytetów i wdrożeniu w życie metody Zero Żalu, która ma pomóc pozbyć się ewentualnych wyrzutów sumienia z powodu tego, że coś zostało olane. Ale! Bardziej można odnieść wrażenie, że dzieło Knight ma za zadanie wyśmiać wszystkie książki-poradniki, niż takim poradnikiem być. Nieco ironiczny wydźwięk oraz odrobinę zbyt zadziorne podejście autorki do spraw „z życia wziętych” sprawiają, że lektura Magii olewania jest ciężka pomimo lekkiego pióra i w zasadzie równie lekkiej tematyki. Bo nie wiadomo, czy ów poradnik ma nam pomóc, czy wprowadzić w rozdrażnienie.

Czytanie Magii olewania mogę porównać do jazdy kolejką górską – oczekiwania były ogromne, pierwsze strony zapowiadały się cudownie i nie ukrywam, że byłam wręcz pewna, że książka pomoże mi pozbyć się problemu, jakim jest notoryczne przejmowanie się wszystkim i wszystkimi. Jednak w pewnym momencie ilość absurdów przekroczyła pewien punkt i nastąpiło gwałtowne spadanie w dół, na dno całkowicie oderwanych od rzeczywistości przykładów. Jedyne co pozostało po tej przejażdżce to niesmak. Autorka żyje w zupełnie innych realiach i każdy z przytaczanych przez nią przykładów uświadamia, że nijak nie możemy tego przełożyć na własne życie. Jednym z nich jest olewanie pracowniczych zebrań – czy w amerykańskich realiach jest to możliwe? Zważywszy na ich system i brak zabezpieczeń przed nagłym zwolnieniem wydaje się to ciut niemożliwe, u nas natomiast byłoby to absolutnie nie do przyjęcia. Pracowałam w różnych miejscach i niestety nawet najnudniejsze zebrania z dyrekcją lub kierownictwem firmy były codziennością i obecność na nich należała do moich obowiązków. I żadne "bycie super pracownikiem" tego nie zmieni. A to tylko jeden z wielu dziwnych oraz infantylnych pomysłów autorki. W zasadzie w pewnym momencie przyszła mi do głowy niezbyt przyjemna myśl, że z tej książki można się nauczyć jedynie, jak być egoistą, bo choć Knight mówi o asertywności, o uprzejmym odmawianiu oraz o ostrożności, by nie stać się zołzą (lub chamem), ja widzę w tym jedynie negatywną naukę, by stawiać na siebie i nie przejmować się tym, co nie ma dla nas korzyści albo jest nam w jakiś sposób zbędne. Owszem, rozumiem podejście i zgadzam się z tym, aby nie angażować się w coś, co absolutnie nam nie sprawia przyjemności, aby umieć odmówić w sposób uprzejmy i taktowny oraz chronić swoją przestrzeń osobistą… Ale to przecież żadna nowość! A sposób, w jaki autorka przedstawia swój punkt widzenia za pomocą tak odrealnionych pomysłów, tworzy bardziej anty-poradnik i na pewno nie stanowi dla odbiorcy żadnego źródła nauki. I może o to właśnie chodziło?

Zawiodłam się. Serio. Jako osoba, która zawsze się wszystkim przejmuje, kupiłam Magię olewania w szczerej nadziei, że autorka powie mi, jak naprawdę przestać się przejmować, jak odpuścić trochę, mieć bardziej czystą głowę, nieprzeładowaną milionem spraw, na które najczęściej i tak nie mam wpływu. Liczyłam może na jakieś ćwiczenia, odrobinę życiowych mądrości. Niestety zamiast tego otrzymałam zlepek odrealnionych przykładów ubranych w fajne hasła i luzackie podejście autorki, które i tak nie zamaskowało faktu, że książka nie wnosi w nasze życie niczego nowego i odkrywczego. W zasadzie do Magii olewania należy podejść z dużym dystansem. Może, pomiędzy jednym a drugim głupim pomysłem da się wyciągnąć jakąś myśl, która pomoże nam po prostu funkcjonować, po ludzku wobec siebie i innych – nie raniąc uczuć obcych ludzi, nie raniąc teściowej czy przyjaciółki i nie roztaczając wokół siebie wrażenia, że nie obchodzi nas nic, co nie ma dla nas wartości. Bo w taki sposób, jak proponuje autorka, nie da się funkcjonować, ot co. I może to jest właśnie najlepsza nauka, jaką wyniosłam z tej lektury! xD

Czy polecam Magię olewania? Nie. 


Tytuł oryginalny: The life-changing magic of not giving a fuck
Ilość stron: 206
Data wydania: 2017
Tłumaczenie: Magdalena Macińska
Wydawca: MUZA
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

23 czerwca 2017

FRAGMENT: „Wieczna Prawda” Brodi Ashton + KONKURS

Kochani, kilka dni temu do księgarń trafiła trzecia, finałowa część serii Podwieczność  Wieczna Prawda. Jako ambasadorka książki mam dla Was fragment powieści  prolog i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że lektura zaostrzy Wasz apetyt na poznanie tej historii, bo wierzcie mi, takiego zakończenia serii chyba nikt się nie spodziewał! :) Dla ciekawych moja recenzja TUTAJ :)

Wieczna Prawda
Trylogia Podwieczność 
tom 3

Długo wyczekiwane zakończenie bestsellerowej trylogii autorstwa Brodi Ashton, która podbiła serca czytelników na całym świecie dwoma poprzednimi tomami – „Podwieczność” oraz „Podwieczność. Wieczna więź”.

Teraz, kiedy Nikki uratowała Jacka, jedyne czego chce, to być z nim i ukończyć szkołę. Lecz Cole podstępem nakłonił Nikki, by się nim pożywiła, przez co sama rozpoczęła proces przemiany w Wiecznie żywą... co oznacza, że sama niedługo musi pożywić się Dawcą… albo umrze.

Ogarnięta strachem o własne przetrwanie, Nikki i Jack podejmują rozpaczliwą próbę odwrócenia tego procesu za pomocą wszelkich możliwych środków. Nawet Cole, z którym na każdym kroku oczekiwali walki, stał się ich nieoczekiwanym sojusznikiem. Lecz jak długo może to trwać? Żeby przeżyć, Nikki potrzebuje żywić się Cole’em, Cole potrzebuje Nikki, by przejąć tron Podwieczności, a Jack potrzebuje Nikki, która jest dla niego wszystkim… Razem muszą powrócić do Podziemia, by zmienić przeznaczenie Nikki i ponownie uczynić ją śmiertelną. Lecz nie tylko Cole ma plan wobec Nikki: Królowa nie zapomniała o jej zdradzie i pragnie ją zabić. Czy Nikki będzie zmuszona spędzić wieczność w Podziemiu, czy ma w sobie to, czego potrzeba, by raz na zawsze zniszczyć Podwieczność?

W tym oszałamiającym finale trylogii, Brodi Ashton ukazuje wytrzymałość ludzkiej duszy i niezłomną potęgę prawdziwej miłości.

FRAGMENT:

PROLOG

DWA TYGODNIE TEMU
Powierzchnia. Moja sypialnia.

Jack potarł oczy i usiadł na łóżku.
– Czekaj. Co powiedziałaś?
– Podwieczność – odparłam. – Powiedziałam, że chcę ją zniszczyć. Rozwalmy ją. Zrzućmy bombę atomową albo coś. – Moje dłonie zaczęły się trząść.
Jack zerknął na zegarek, po czym wyciągnął do mnie rękę.
– Wróć do łóżka. Wszystko jest w porządku. Tunele nie wrócą po żadne z nas. Już po wszystkim.
Po wszystkim. Nigdy nie będzie po wszystkim. Już nie. Spojrzałam na otwarte okno – to, przez które Cole wyskoczył po tym, jak ukradł mi serce. Jack podążył za moim wzrokiem, zobaczył, że jest otwarte i popatrzył na mnie, jakby dopiero teraz wyczuwając, że coś jest nie w porządku.
– Co się stało, Becks?
– Cole tu był. – Mój głos drżał. – Powiedział, że trzykrotnie pożywiłam się nim w Podwieczności. Powiedział, że dlatego straciłam teraz serce. Zobaczył kompas na moim biurku, zabrał go i… i… – Gwałtownie nabrałam powietrza.
Jack w jednej chwili znalazł się przy mnie i otoczył masywnymi ramionami.
– Cii. Już dobrze. Powoli. Mówisz, że Cole ukradł kompas?
Zacisnęłam powieki.
– Leżał tutaj, na biurku. Powiedział, że to moje serce.
Jack na moment wstrzymał oddech.
– Twoje serce?
Skinęłam głową i odetchnęłam głęboko, po czym zrobiłam to, czego naprawdę się bałam. Chwyciłam jego dłoń i przyłożyłam do mojej piersi – tam, gdzie powinno znajdować się serce – dokładnie w ten sam sposób, w jaki kilka minut temu zrobił to Cole.
Nic. Żadnego bicia.
Mój oddech stał się urywany. Jack przycisnął dłoń mocniej do mojej skóry i przytrzymał ją przez długą chwilę. Krew odpłynęła mu z twarzy.
– Jak…? Dlaczego?
Jego głos zamarł, jakby nie był pewny, o co dokładnie chciał zapytać.
Powróciłam w myślach do ostatniego tygodnia i podróży, jaką odbyłam z Cole’em przez labirynt, żeby uratować Jacka. Następne słowa same spłynęły z moich ust:
– Kiedy szliśmy przez labirynt, by ciebie odnaleźć, bywały sytuacje, kiedy musiałam żywić się Cole’em, żeby przetrwać. – Potrząsnęłam głową. – Powiedział, że przez to, że zrobiłam to trzykrotnie, teraz stanę się Wieczną. A potem powiedział, że są pewne korzyści dla tego, kto posiada serce Wiecznie żywego. Wtedy właśnie… zniknął z kompasem. – Wpatrywałam się w Jacka. – Z moim sercem.
Jack popatrzył na otwarte okno.
– Dlaczego mnie nie obudziłaś?
– Byłeś taki zmęczony. Nie sądziłam też, że jest się czego bać. To był Cole. On… pomógł mi cię uratować. Był… – Moim przyjacielem. Zacisnęłam oczy i zganiłam samą siebie. Mój przyjaciel. Jak mogłam być tak głupia? Tak ślepa? – Oszukał mnie. Sprowadził mnie do Podwieczności tylko po to, żebym się nim pożywiła. Nigdy nie chciał ciebie ocalić. Był nawet zaskoczony, że tu jesteś. Powinnam była się tego spodziewać.
Poczułam, jak kolana uginają się pode mną, lecz zanim osunęłam się na podłogę, Jack mnie podtrzymał.
– Cii. Wszystko będzie dobrze, Becks.
– Musimy ją zniszczyć – powiedziałam. – Podwieczność. Musimy unicestwić ją całą. Boże, jak moja krew może pulsować tak szybko, skoro nie mam serca?
Jack skinął głową i pociągnął mnie w stronę łóżka, na którym usiedliśmy.
– Przemyślmy to. Pierwsze, co musimy zrobić, to odzyskać twoje serce.
Widząc mój oszalały wyraz twarzy, uniósł dłoń.
– Najpierw twoje serce – powtórzył. – Potem, kiedy już będziemy je mieli, pogadamy o rozwaleniu. Obiecuję.
– Dlaczego? – Pociągnęłam nosem. – Co nam da odzyskanie mojego serca?
– Cole najwyraźniej chce go dla jakiejś korzyści. Być może po to, by móc grozić ci, że je złamie.
Potrząsnęłam głową.
– Właśnie o to chodzi. Myliliśmy się co do jego serca. Jego kostki do gitary. Gdybyśmy ją złamali tamtej nocy, wcale by go to nie zabiło. – Wypuściłam powietrze z płuc. – Powiedział mi, że każdy Wieczny ma dwa serca. To z Powierzchni i drugie, z Podwieczności. Złam je oba, a ponownie staniesz się śmiertelny. Właśnie tak kobieta, która zmieniła Cole’a w Wiecznego, odzyskała swoją śmiertelność. Lecz złamanie tylko serca z Powierzchni? – Usilnie starałam się sobie przypomnieć, co to mogło oznaczać. Jedyne, co wiedziałam na pewno, to że Cole’a to nie zabije.
– W takim razie właśnie dlatego go chce. Złamanie tego serca to pierwszy krok do uczynienia cię z powrotem śmiertelną. Nie możesz stać się człowiekiem, skoro to on ma twoje serce. – Jack skrzywił się. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że o tym rozmawiamy. Jak on… – Urwał i potrząsnął głową. – Ale sukinsyn.
– To moja wina.
Popatrzył na mnie ostro.
– Becks, nie mów tak.
– To prawda. Zaufałam mu. Błagałam, żeby ze mną poszedł. Zapakowałam się dla niego w prezentowy papier i jeszcze ozdobiłam wielką, czerwoną kokardą.
Przycisnął usta do mojego czoła.
– Na szali było moje życie. Zrobiłbym to samo.
Podniosłam na niego wzrok, na co pochylił głowę i pocałował mnie. W tej jednej chwili jego spokój otulił mnie niczym koc, uciszając wszelkie moje lęki. Jeszcze niedawno nie mogliśmy się pocałować, żebym nie kradła od niego energii. Teraz był to… zwyczajny pocałunek.
Chwila. To był zwyczajny pocałunek.
Gdybym była prawdziwą Wieczną, czy nie byłoby transferu energii? Za każdym razem, kiedy Cole zbliżał do mnie swoje usta, następował między nami nagły przepływ emocji. Czy teraz nie powinno być ze mną podobnie?
Odsunęłam się.
– O co chodzi? – spytał Jack.
– Niczego nie poczułam. Niczego. Nic od ciebie nie wzięłam. Gdybym była Wiecznie żywą, pozbawiłabym cię energii.
Jack odetchnął przez nos.
– Widzisz? Nie możesz być jeszcze Wieczną. Nie może być za późno. Nie jest za późno. Odnajdziemy twoje serce i złamiemy je. Nie jest za późno.
Skinęłam głową, po czym przytuliłam się do niego i schowałam twarz w jego piersi. Może Jack miał rację. Nie czułam się ani trochę inaczej, poza małym faktem, że nie miałam serca. Jednak nawet bez niego wciąż miałam puls. Pocałowałam Jacka, nie kradnąc mu przy tym energii.
Czując ogarniającą mnie ulgę, ponownie uniosłam ku niemu twarz. Może rzeczywiście nie było za późno.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

TERAZ
Powierzchnia. Biblioteka. Dziewięćdziesiąt dziewięć lat do następnego Karmienia.

Uraza, jaką czułam do Cole’a, osiągnęła ekstremalny poziom. Musiało istnieć jakieś konkretne słowo, by opisać to, co do niego czułam, lecz jeszcze go nie znalazłam. Nienawiść to za mało. Nie wyrażała wiecznego aspektu moich uczuć. Nie wyjaśniała jej wykładniczego, rosnącego codziennie ogromu.
Cole kiedyś mi powiedział, że niektóre kary trwają po wsze czasy: Syzyf wtaczał głaz pod górę, żeby ten na koniec z powrotem się stoczył; Prometeusz, któremu orzeł zjadał wątrobę, by następnego dnia odrosła i ponownie została zjedzona... Moja nienawiść do niego była równie nieskończona. Podobnie jak nieśmiertelność.
Usłyszałam, jak Jack poruszył się na krześle.
– Znów wbijasz się w tę spiralę nienawiści? – zapytał.
Otworzyłam oczy i dostrzegłam, jak patrzy na mnie spod osłony lampki na biurku w kącie biblioteki. Odłożył pożółkłą stronę na sporą stertę podobnych kart, z których wszystkie były częścią dokumentów, jakie zabrałam z domu pani Jenkins po tym, jak umarła.
Potrząsnęłam głową, by pozbyć się wspomnienia tego, jak znalazłam ją martwą na kanapie. Cole powiedział mi, że zabił ją Max i pozostali członkowie Dead Elvises. Zbyt dużo o mnie wiedziała, a Cole nie chciał, by do królowej dotarło choć słowo o tym, że Dawca przeżył Karmienie. Nie miałam pojęcia, jak Cole zamierzał przejąć tron, lecz wiedziałam, że liczył na element zaskoczenia.
Dokumenty przed Jackiem to wszystko, co pozostało po pani Jenkins. A ponieważ dwa tygodnie temu Cole zabrał moje serce i zniknął z miasta – jak zawsze, kiedy go potrzebowaliśmy – były jedyną rzeczą, na której mogliśmy się skoncentrować.
– Skąd wiedziałeś, że zaczynam się wkręcać w tę całą spiralę? – spytałam.
Jack zmarszczył brwi.
– Bo mrużyłaś oczy. I trzymałaś dłoń na sercu. Poza tym masz taki wyraz twarzy, jakbyś chciała widzieć czyjąś głowę nabitą na pal.
Sięgnęłam przez szerokość biurka i odsunęłam mu z czoła pasmo brązowych włosów.
– Ty też go nienawidzisz.
Wzruszył ramionami.
– Absolutnie. Lecz staram się skupić moją nienawiść na znalezieniu lekarstwa na twój… stan.
– Właśnie tak mam to nazywać? Stan? Brakuje mi ważnego organu. Nie jestem pewna, czy stan wystarczająco to określa.
– Wciąż jeszcze nie wiemy, czy jesteś Wiecznie żywą. Nie byłaś w stanie się mną pożywić.
Jack miał rację. Od czasu tamtej pierwszej nocy próbowałam się nim karmić, lecz nic się nie wydarzyło. Czy możliwe było, żeby Cole ukradł moje serce, a ja wciąż pozostałam człowiekiem?
Gdyby Cole tutaj był, zapytałabym go, lecz zdążył już wyjechać z zespołem. I – najprawdopodobniej – z moim sercem.
Razem z Jackiem przez trzy noce czatowaliśmy przed jego mieszkaniem, dopóki w internecie nie natknęliśmy się na wpisy o koncercie Dead Elvises w Milwaukee. Od tamtej pory go nie było.
– Mogę mówić szczerze? – zapytałam.
– Masz na myśli, czy możesz powiedzieć coś pesymistycznego – poprawił mnie Jack.
– Prawda. Pesymizm. Ostatnio wydaje się, jakby były jednym i tym samym.
Jack westchnął.
– Mów.
– Przejrzeliśmy już wszystkie papiery. Tysiące razy. Niczego nie znaleźliśmy.
Jack wskazał na jeden z dokumentów, który czytał.
– Właściwie, to ten zawiera instrukcję, jak zostać Cieniem. Najwyraźniej, jeśli wystarczająco długo jesteś Wiecznym, lecz z jakiegoś powodu opuściłeś Karmienie, zmieniasz się w Cień.
Opuścić Karmienie. Znałam tylko jednego Wiecznego, który to zrobił. Myślami wróciłam do podróży przez Podwieczność.
– Przyjaciel Cole’a, Ashe, opuścił Karmienie. Wyglądał, jakby był stworzony z dymu. Być może właśnie stawał się Cieniem. – Potrząsnęłam głową. – To bez znaczenia. Instrukcja tego, jak zostać Cieniem, w niczym mi nie pomoże.
– Nigdy nie wiesz, co ci pomoże. Będziemy szukać dalej. – Przewrócił kilka kolejnych kartek, po czym podniósł jedną z nich. – Tutaj jest coś o lśniącym kamieniu. Może to będzie coś oznaczać. Coś, co będziemy mogli zanieść do profesora Spearsa.
Przewróciłam oczami i wyjrzałam przez okno. To również zrobiliśmy. Poszliśmy do profesora Spearsa. Kiedyś był już w stanie nam pomóc – gdy rozszyfrował antyczną bransoletkę i powiedział nam, że serce Cole’a to przedmiot.
W zeszłym tygodniu poszliśmy do jego biura i powiedzieliśmy mu prawdę o Cole’u, o mnie, moim brakującym sercu i fakcie, że teraz byłam Wieczną. Oskarżył nas, że robimy mu ogromny kawał. Jeszcze chwila, a kazałby nas wyrzucić z budynku. Mieliśmy z nami bransoletkę Meredith, lecz to niczego nie dowodziło. Nie sądziłam też, żeby dokumenty o lśniącym kamieniu zrobiły jakąkolwiek różnicę. Czułam frustrację, że nie mogłam sprawić, by zrozumiał.
– Profesor Spears nie może być jedynym, który coś o tym wie – powiedział Jack.
– Nie jest, ale ludzie, którzy naprawdę posiadają jakąś wiedzę – Córy Persefony, albo sami Wiecznie żywi – nie są zbyt rozmowni. – Przez okno wpatrywałam się w drugą stronę ulicy i miejski park. Matka i ojciec na zmianę huśtali swoje małe dziecko, jakiś mężczyzna rzucał frisbee swojemu psu, grupa dziewczynek bawiła się w berka, ciesząc się błękitnym niebem nadchodzącego lata. Ja jednak skupiałam się na matce i ojcu. Czy Jack i ja kiedykolwiek się razem zestarzejemy? Czy ja kiedykolwiek się w ogóle zestarzeję?
– Becks, popatrz na mnie – powiedział Jack.
Odwróciłam się do niego.
– Znajdziemy sposób, by cię uratować.
Uśmiechnęłam się.
– Spójrz na mnie. Nie potrzebuję ratunku. Po prostu nigdy się nie zestarzeję. A za dziewięćdziesiąt dziewięć lat, kiedy przyjdzie kolejne Karmienie, opuszczę je i umrę. Nie jestem Wieczną długo, więc nie zmienię się w Cień. Mamy więc dziewięćdziesiąt dziewięć lat.
Było jednak coś, o czym mu nie powiedziałam. Dzień po tym, jak Cole ukradł moje serce, zaczęłam słabnąć. Od tamtej pory uczucie to coraz bardziej rosło. Jednak nie chciałam straszyć Jacka.
Jack wyciągnął rękę przez szerokość biurka i dotknął mojego policzka. Zaskoczyło mnie, że dosięgnął tak daleko, lecz z drugiej strony wyszedł z Tuneli o wiele wyższy i generalnie większy niż wcześniej. To miało wpływ na zasięg jego ramion.
– Może to ciebie trzeba ratować – powiedziałam.
Jack uniósł brew.
– A niby dlaczego?
– Bo wróciłeś z Tuneli większy. I wyższy. A kto jeszcze rośnie w wieku osiemnastu lat?
Jack zacisnął usta i opuścił dłoń.
– Nikt jeszcze od tego nie umarł.
– Tak, lecz był jeden chłopak w Indianie, który umarł od robienia zbyt wielu brzuszków.
Jack wygiął usta w uśmiechu.
– Teraz po prostu zmyślasz.
– W Podwieczności nic nie jest takie, jakie się wydaje. Fakt, że tam stałeś się większy…
– Teraz nie będziemy się też martwić domysłami. Nie wiem, dlaczego wróciłem stamtąd większy, lecz przynajmniej mam wszystkie najważniejsze organy. – Ponownie sięgnął przez stół, lecz tym razem wskazał pod mój obojczyk. – Możesz powiedzieć, że jestem samolubny – a jestem kompletnie samolubny, jeśli chodzi o ciebie – ale chcę ciebie. Całej ciebie. Razem z twoim sercem.
– Masz moje serce.
– Tylko metaforycznie.
– Jeśli chcesz odpuścić sobie metafory, to możesz mieć moje ręce – powiedziałam.
Uśmiechnął się i objął palcami moje nadgarstki, po czym uniósł moje dłonie do ust i ucałował każdy z moich palców.
– A co jeszcze mogę mieć? – spytał.
– Hmm – mruknęłam, wciąż koncentrując się na tym, jak jego usta delikatnie dotykały mojej skóry. – Moje łokcie. Na dobrą sprawę je też mogę dorzucić.
Puścił moje nadgarstki i chwycił mnie za łokcie.
– Skoro mam twoje łokcie, muszę mieć też resztę twoich ramion.
– Sądzę, że możemy nad tym ponegocjować.
Z szerokim uśmiechem, wstał i pociągnął mnie do najbliższego kąta, za regał z książkami. Delikatnie prowadził mnie, dopóki plecami oparłam się o ścianę, po czym przeciągnął dłońmi po moich rękach, łokciach, aż w końcu objął nimi moją szyję. Zerknęłam za niego, by upewnić się, że nikt nas nie widzi, lecz wtedy odsunął kołnierzyk mojej koszuli i dotknął ustami mojego barku. Przestało mnie obchodzić czy ktokolwiek nas widzi. Zadrżałam.
– Uhm, nie było mowy o ramionach – powiedziałam dziwnie bez tchu.
– Przepraszam – odparł. – Trochę mnie ponosi, gdy rozmawiam o łokciach i tego typu rzeczach.
Przechyliłam głowę, żeby miał lepszy dostęp do mojej szyi.
– Tylko poczekaj, aż ci powiem o kolanach.
Przesunął wargi na moje usta i minęło trochę czasu, nim byłam w stanie ponownie o nich pomyśleć.
Cichy dźwięk wibracji oderwał nas od siebie i pozwolił nam złapać oddech. Jack wyciągnął swój telefon i zerknął na wyświetlacz.
– To wiadomość od Jules. Ona i Tara Bolton chcą wiedzieć, czy piszemy się na koncert. Najwyraźniej Martwi dają niezapowiedziany występ w Salt Lake.
Otworzyłam szeroko oczy.
– Cole z powrotem jest w mieście. A to znaczy…
– To znaczy, że mamy plany na wieczór. – Chwycił mnie za ręce i spojrzał mi w oczy. – Cole nigdy nie zostawiłby twojego serca w innym mieście. Nie ryzykowałby tak dużego dystansu. A nie sądzę, że odważy się zabrać je ze sobą na koncert. Założę się, że jest teraz w jego mieszkaniu. A to znaczy, że dzisiaj odnajdziemy twoje serce.

* * * 

I czas na KONKURS! Tak, dawno nie było u mnie konkursów (w sumie ostatni zorganizowałam przed przeprowadzką do UK, zgroza!), Do wygrania dwa świeżutkie egzemplarze Wiecznej Prawdy! Co należy zrobić? Wejść na mojego FACEBOOKA i postępować według wskazówek w regulaminie konkursu. 

Powodzenia! <3